poniedziałek, 28 marca 2011

pure_love / pure_misery

tesknie za twoja szuflada.
szuflada z czarnymi skarpetkami.
skarpetkami kazda z kazda do pary.

teksnie za twoim pokojem.
pokojem wypelnionym ksiazkami.
ksiazkami ktore tylko ty potrafisz zrozumiec.

teksnie za twoim lenistwem.
lenistwem nie do zniesienia.
za twoim marnowaniem czasu.

teksnie za twoim lozkiem.
lozkiem z niewygodnymi poduszkami.
poduszkami wiekszymi ode mnie.

i wiesz za czym jeszcze tesknie?
tesknie za twoim miekkim cieplym nieskazitelnym migoczacym oddechem kiedy na mnie patrzysz.

czwartek, 4 listopada 2010

WIELKI WYBUCH

To niestety żaden popis pirotechniczny. Czym jest, znany już niektórym z niebieskich plakatów rozsianych po Warszawie, "Wielki Wybuch"? Otóż jest to spektakularne otwarcie Centrum Nauki Kopernik w reżyserii Petera Greenawaya i jego żony - Saskii Boddeke. Pokaz taneczny okraszony fajerwerkami i wizualizacjami na gigantycznych ekranach, a wszystko to z udziałem niemalże 250 tancerzy. W tym 7 profesjonalnych tancerek z holenderskiego teamu tanecznego pani Saskii. Piszę o tym, bo sama zakwalifikowałam się do wzięcia udziału w tym szlachetnym przedsięwzięciu, mimo że do pro-dancerki mi jeszcze daleko. Ale tu może zatańczyć każdy. Liczyła się kolejność zgłoszeń.
Nie najważniejsze jest tu więc doświadczenie sceniczne czy taneczne, bo ruchu w "Wielkim Wybuchu" wiele nie ma. Jest 6 charakterystycznych gestów spacjowanych krokami naprzód. Każdy gest symbolizuje dany etap w życiu, w historii... Ładne to, dość zgrabne, spektakularne, gdy tańczy paręset osób. Ale czegoś mi brak, czuję pewien niedosyt. Zdaję sobie sprawę, że w ciągu 2 tygodni nawet wielki reżyser nie jest w stanie zrobić czegoś, co by "zniszczyło" widzów, ten spektakl jest zrobiony nawet z rozmachem i dość estetycznie. Każdy ma biały zestaw odzieżowy, niektórzy dzierżą świecące balony (coś na zasadzie lampionów). Fajnie być w środku tego całego zamieszania, współpracować z doświadczonymi, wesolutkimi tancereczkami z Holandii, poznać Greenawayów... Włożyć siebie w to wszystko i widzieć satysfakcję na obliczach koordynatorów artystycznych. Mieć różową plakietkę z napisem "Artysta - Wielki Wybuch" zawieszoną na smyczy sygnowanej CNK. Mieć dostęp do tych wszystkich naukowych "bajerów" zanim ujrzy je sama telewizja czy internet.
Tylko że zły zły los spowodował, że jestem mocno przeziębiona i niekoniecznie nadaję się do tańczenia na dachu, podczas gdy pogoda staje się coraz bardziej mokra i obła. Tyle radości, a wszystko to zwieńczone nieposkromionym smutkiem i żalem. Bo ja naprawdę lubię tańczyć.

niedziela, 31 października 2010

SAŁATKA dzisiejszego wieczoru *INSALATA PER SANTI*

Dobry wieczór.

A tak sobie napiszę, co dziś znalazłam w lodówce i co z tego zrobiłam. To jest wbrew pozorom ciekawe i pożyteczne ;]

Otóż wzięłam sałatę lodową, wybrałam kilka ładnych liści, przepłukałam w zimnej wodzie i porwałam na kawałki (na taką wielkość dobrą na gryza).
Obrałam świeżego ogórka (połowę), pokroiłam w małe cząstki. Takie centymetrowe chyba?
Dalej pomidory na kawałki nieduże, dodałam kilka pomidorów suszonych w oliwie i ziołach, posiekanego ogórka kiszonego. Z 20 czarnych lub zielonych oliwek bez pestek.
Następny etap to FETA. Najlepiej mała lub połowa takiej normalnej. Poszatkowana na drobne prostokąciki lub prostokątno-podobne.
Teraz kolej na obowiązkowy słodki akcent. Wkroiłam do mojej sałatki białe winogrona, bo takie miałam, ale czarne byłyby dużo wytworniejsze i nadałyby swoistej dekadencji.
Wszystko zmieszałam, popieprzyłam i pokropiłam oliwą z oliwek. Voila'.

Mi i gościom smakuje.

niedziela, 26 września 2010

HORYZONT ZDARZEŃ

Ostatnio ktoś namówił mnie (tak, teraz pluję sobie w brodę) na obejrzenie kiczowatego horroru pt. "Horyzont zdarzeń". Nie polecam, chyba że macie ochotę na stracenie półtorej godziny i dowartościowanie się (że przynajmniej nie zrobiliście takiej szmiry jak ten "reżyser"). Otóż był jeden pozytywny aspekt tego stracenia czasu - a mianowicie fabuła filmu opierała się na tytułowym pojęciu naukowym, tzn. na "horyzoncie zdarzeń". Bardzo pragnęłam posiąść wiedzę na temat tego zjawiska, więc poprosiłam o wyjaśnienie wszechwiedzącego Dziadka:

"Z naukowego punktu widzenia jest to pojęcie, które wiąże się z czarną dziurą. Jak wiesz zapewne, jest to obiekt astronomiczny o tak potężnej grawitacji, że z pewnego obszaru wokół czarnej dziury nie może się wydostać nawet światło. Ten obszar ograniczony jest sferą o promieniu, który nazywany jest horyzontem zdarzeń. Wszystko, co znajduje się wewnątrz tego horyzontu jest raz na zawsze niedostępne dla obserwatora z zewnątrz. I gdyby jakikolwiek świadomy byt znajdował się wewnątrz tej sfery nie mógłby się komunikować ze światem zewnętrznym. Ale nie dotyczy to człowieka - siły grawitacji rozciągnęłyby go śmiertelnie - stopy byłyby przyciąganie tysiące razy silniej niż głowa, uległ by tak zwanej żargonowo "spagetyzacji".
Ale termin ten stosowany jest też czasem metaforycznie. Np. dla sytuacji Robinsona Cruzoe - nikt nie wiedział, co się z nim dzieje i on nie mógł skomunikować się z nikim z poza wyspy. Podobnie można by metaforycznie mówić o jakimś plemieniu w jądrze Amazonii, lub na nieznanej wysepce Polinezji, ale powtarzam: są to czysto literackie metafory - z naukowego punktu widzenia ważna jest tylko pierwsza interpretacja".

Mam nadzieję, że (jeśli prócz mnie zagląda na mój blog chociaż jedna osoba) zainteresowałam Was tym ciekawym tematem i że zniechęciłam Was wystarczająco do obejrzenia filmu zainspirowanego cudownym zjawiskiem "horyzontu zdarzeń". Poniżej zamieszczony jest filmik wyjaśniający troszeczkę fenomen czarnej dziury. Czy to nie jest ekscytujące? Niedługo pomęczę Was (a może tylko siebie?) kolejnymi niezwykłymi i tajemniczymi zagadnieniami fizyczno-filozoficznymi. Nie mogę się doczekać...