niedziela, 21 marca 2010

Wieczór ósmy

Jak każda młoda kobieta - nie lubię być samotna. Ciężko znoszę tę smutną ciszę panującą teraz w mojej maleńkiej dziupli. Co prawda - mam kogo do siebie zaprosić, mam wspaniałych znajomych, ale... czy naprawdę jest mi to teraz potrzebne? Właściwie szukam samotności, ciszy, odnalezienia siebie. Bo tylko sama ze sobą dowiesz się, gdzie masz iść. Co powinnaś robić, jak powinnaś iść, po co i kiedy. Wiem o tym, a jednocześnie czuję się tak strasznie zagubiona w tym lesie życia, taka przytopiona przez ciąg wydarzeń, ścisłość wątków, których jest coraz więcej.
Z pierwszym cieplejszym wiatrem, który zawitał na Starym Mieście, wybrałam się na krótki spacer po moich uliczkach. Było magicznie, było inaczej - prawdopodobnie dzięki prawie totalnej pustce, jaka ogarnęła tę część Warszawy. Godzina 17.00. Przy Barbakanie jedynie wróble, mnóstwo tych maleńkich, wdzięcznych stworzeń, witających wiosnę, uśmiechających się do mnie, jakby chciały mi pokazać, że nie ma się czym martwić. Kochane, poczciwe ptaki.
Zmierzam do tego, że na tym właśnie pierwszym moim starówkowym spacerze w tym roku, poczułam, mimo wszystkich trosk i stresów, że jestem najszczęśliwszą osobą, jaka stąpa po tej ziemi. Mam tak naprawdę wszystko, a co najważniejsze - mam MARZENIA. Bez nich życie straciłoby swój sens.

Brak komentarzy: