Opowiada Dziadek.
"Kot Schrődingera" to taki eksperyment myślowy mający swoje źródło w mechanice kwantowej.
Według jednej z interpretacji tej mechaniki, o aktualnym stanie cząstki elementarnej (elektron, foton) można mówić tylko z pewnym prawdopodobieństwem - potencjalnie jest w kilku stanach lub/i kilku miejscach jednocześnie, w każdej z tych możliwości z pewnym prawdopodobieństwem (ich suma = 1). Natomiast z chwilą dokonania pomiaru stwierdza się, co jest z tą cząstką - zostaje niejako "przyłapana na gorącym uczynku" lub znajduje się w jednej z "komórek do wynajęcia", po których sobie skakała.
W tym eksperymencie kot jest zamknięty w komorze, w której umieszczony jest pojemnik z gazem trującym i atom substancji promieniującej, który z 50cio procentowym prawdopodobieństwem może się w ciągu 1 godziny rozpaść, emitując foton, który uruchamia mechanizm uwalniający gaz. Do komory można zajrzeć dopiero po godzinie, zatem dopiero po godzinie wiadomo, czy kot jest żywy czy martwy, ponieważ atom mógł się w tym czasie rozpaść lub nie. Faceci od mechaniki kwantowej mówią, że on jest tam jednocześnie w obu tych stanach: żywy - martwy, z 50% prawdopodobieństwem każdy. To taki ich dowcip - z cząstkami mikroświata jest to prawda, natomiast w makro-świecie, gdzie występują miliardy miliardów takich cząstek, a każda ma prawdopodobieństwo istnienia bliskie 1, obiekty makro istnieją, nie oglądając się na zwyrodnialca Schrődingera.
sobota, 25 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz