czwartek, 28 stycznia 2010

Wieczór szósty

Moje myśli w owocowej posypce, bez dodatku cukru, a mimo to przesłodzone. Prószyć - takie piękne słowo. Delikatne, bez przesady. Marzę czasem, by poprószyć.

Ostatnie wdechy paryskich spalin wciągam dziarsko dzień w dzień, nie dając nikomu spokoju. Cztery walizki jęczą z bólu (spowodowanego lekką nadwagą, ale kto by tu nie przytył, w kraju krłasantów i czekoladowych chlebków, a wreszcie i tych długich, dziwnych, twardych bułek. W końcu po to się tu przyjeżdża).


to już tuż tuż

Brak komentarzy: